CZWARTEK, 21 CZERWCA 2018

Trudno mnie zaskoczyć... - przyznaje ANNA LUCIŃSKA. O miłości, pracy i... jedzeniu rozmawiamy z seksowną wschodzącą gwiazdą TVN w TOP SPOTKANIACH

Zdjęcia: Agencja FotoIP

Anna Lucińska, piękna prowadząca w TVN Style program „Zaskocz mnie”. Szerzej dała się poznać ostatnio w programie „Agent Gwiazdy”. Z niedoszłą „agentką” spotykamy się w jednej z modnych, warszawskich restauracji.


TOP MAGAZYN: Na miejsce naszego spotkania wybrałaś japońską restaurację… Lubisz jeść?

ANNA LUCIŃSKA: Bardzo lubię jeść. Jest to moja pasja. Totalnie nie sugeruję się tym co jest zdrowe a co nie. Słucham się swojego organizmu. Jem to na co mam ochotę ale oczywiście z pewną rozwagą. Nie jest tak, że gdy mam ochotę np. na makaron, to jem go codziennie. Nie stosuję jednak diet, nie lubię takich ograniczeń. Może dlatego też, że mam to szczęście – chyba po rodzicach albo po babci -, że mogę sobie na wiele pozwolić.


TM: No dobrze, geny są ważne ale coś dodatkowo robisz aby mieć taką figurę?

AL: Mogę pozwolić sobie na słabości jedzeniowe bo mam takie uwarunkowania genetyczne ale też nie ukrywam, że ćwiczę. Teraz, gdy zrobiło się ciepło od razu wsiadłam na rower. Ciekawa historia, bo z rowerem zaprzyjaźniłam się tak naprawdę dopiero dwa lata temu. Wtedy odkryłam zalety takiego poruszania się po Warszawie. Bardzo mi się podoba. Po pierwsze – spalam kalorie, po drugie – nie zatruwam środowiska, po trzecie – w szybkim czasie można wszędzie dojechać, bez korków i szukania miejsca do parkowania. Poza tym, dużo pływam. To uwielbiam. Staram się chodzić na basen regularnie, raz – dwa razy w tygodniu. Dodatkowo znalazłam zajęcia body balance. Jest to mieszanka tai chi, pilatesu, jogi. Dodatkowym plusem jest dobra muzyka w tle. Moje zajęcia prowadzi bardzo fajna instruktorka. Jest dużo rozciągania, co przy moich problemach z kręgosłupem jest bardzo ważne.


TM: Jesteś bardzo seksowna, mężczyźni zapewne to często ci mówili… Ale czy masz kompleksy? 

AL: Mam, tak jak każda kobieta. Nie wierzę, gdy któraś mówi, że ich nie ma. Często są one jednak wydumane. Ja zawsze miałam kompleks na punkcie mojego biustu. Nie jest on najmniejszy. Ja co prawda go nie eksponuję ale były kiedyś wyciągnięte jakieś moje prywatne zdjęcia z wakacji, na których było więcej widać niż chciałabym publicznie pokazać. Staram się go ukrywać ale wszyscy moi styliści i osoby związane z modą zawsze krzyczą „co ty się chowasz dziewczyno, masz ładny biust, to go eksponuj!”. A ja nigdy nie chciałam być odbierana przez pryzmat biustu. Chodziło mi o to, że najpierw jestem ja, a dopiero potem mój wygląd zewnętrzny.


TM: Stereotyp - ładna ale ma pusto w głowie?

AL.: Zawsze z tym walczyłam. Dlaczego, jeśli dziewczyna super wygląda to ma to oznaczać, że jest głupia? Trzeba walczyć z takim stereotypem. Jest co raz więcej wykształconych dziewczyn, co raz więcej robimy. I, niestety, panom czasami za nami trudno jest nadążyć. Chcemy więcej i zdarza się, że mężczyźni nie wiedzą jak nam zaimponować. Domyślam się, że czasami taka nasza niezależność może być nieznośna i mężczyznom trudno jest nas zaskoczyć.


TM: Ciebie chyba szczególnie… Jako prowadząca „Zaskocz mnie!” widziałaś już pewnie dużo?

AL: Tak, trudno jest mnie zaskoczyć. Tylko to też nie o to chodzi aby to były niespodzianki wymagające ogromnych nakładów finansowych. Kiedyś mój były partner myślał, że potrzebuję nie wiadomo jakich fajerwerków. A to nie do końca tak. Liczą się chęci a nie pieniądze. Chodzi o zaskoczenie, że robimy coś dla drugiej osoby z miłości, że chcemy jej po prostu sprawić przyjemność i pokazać, że jest dla nas ważna. Drobne kwiatki, serce narysowane na kartce to też jest ważne. A jeśli brak pomysłów, zawsze można poszukać w internecie lub obejrzeć mój program w TVN Style.


TM: Co chcesz przekazać za pomocą „Zaskocz mnie”?

AL: Zamysłem tego programu jest inspiracja, nie tylko dla mężczyzn ale także dla kobiet, aby pokazać jak fajnie można przygotować niespodziankę dla bliskiej sercu osoby. Ważne jest okazanie miłości. Mam takie wrażenie, że teraz to uczucie schodzi na dalszy plan. Mało czasu, wygoda, dużo dostęp do „innych modeli”, nie walczy się o drugą osobą. Bardzo dużo osób poznajemy. Powstaje ułuda, że przy takim dostępie kolejny partner będzie lepszy od aktualnego. A tak nie zawsze jest, bo każdy z nas ma wady. Nie ma ludzi idealnych. Ja tego też się uczę. Może jestem trochę zepsuta bajkami Disney’a. Piękna księżniczka spotyka idealnego księcia, zakochują się w sobie, potem ślub a dalej…? Koniec bajki. Dlatego warto sobie uświadomić, że nie ma ludzi idealnych. My nie jesteśmy takie i nie oczekujmy tego też od partnera.


TM: A gdyby tak zatrzymać się w klimacie bajkowym, to jaki jest Twój idealny partner?

AL: To połączenie misia Pandy z Bruce Lee. Taki, który mnie obroni, da mi poczucie bezpieczeństwa, zaimponuje mi. To jest podstawa. Ważne dla mnie jest aby mężczyzna imponował mi tym co ma w głowie, żebym mogła się od niego uczyć. Do tej pory miałam takie związki, że to ja uczyłam partnerów. W pewnym momencie powiedziałam STOP. To ja chcę się uczyć od mojej drugiej połówki. Nie to, że chcę być ciągnięta do przodu ale żebyśmy razem się rozwijali i inspirowali. Bo sama uroda to za mało. Ja z resztą do takich przystojniaków to nie mam zbyt dużego zaufania. Jestem w związku zazdrosna i taki związek rodzi duże ryzyko… A to któraś z dziewczyn czule spojrzy, a to może spróbuje mocniej się zakręcić…


TM: A lubisz gdy partner jest o Ciebie zazdrosny?

AL: No pewnie! To właśnie mój Bruce Lee. I tu wynika pewna niespójność. Lubię gdy jest zazdrosny ale gdyby mnie ograniczał i trzymał w przysłowiowej złotej klatce, to też bym nie chciała. Najważniejsze jest zaufanie, bez niego nie ma o czym mówić. Ostatnio czytałam piękny wiersz, gdzie było napisane, że prawdziwa miłość to jest jak filar w świątyni.. Aby budowla mogła stać, to takich podstaw potrzebnych jest wiele ale nie stoją one w różnych miejscach. Gdy coś zawiedzie, inny filar podtrzymuje całość.


TM: Twój partner może mieć problem z Tobą jako osobą bywającą w showbiznesowym świecie? Pokusy kolorowego świata…

AL: To nie do końca tak jest. Każdy myśli, że jak jestem obecna na małym ekranie, na tzw ściankach to dostaję miliard wiadomości na portalach społecznościowych… Owszem wiadomości są ale jakiś może niestosownych propozycji dostaję bardzo mało. Spotkałam się z opinią od męskiej części, że jestem na dystans, zamknięta. To ciekawe, bo taka nie jestem. Przez cztery lata pobytu w Los Angeles nauczyłam się tej słynnej, amerykańskiej otwartości i przyjaznego spojrzenia na drugiego człowieka.


TM: To ciekawe, bo nigdy nie odbierałam Ciebie jako osoby zdystansowanej wobec innych…

AL: Pewnie dlatego, że jesteś kobietą. Mężczyźni patrzą inaczej. Trafiają się różni. Bywają tacy bez żadnych zahamowani, co podchodzą i myślą, że rzucą komplement i to wystarczy. Co wiadomo deklasuje ich na starcie (śmiech). Natomiast ci fajni panowie, co mogą sobą coś reprezentować to często się po prostu boją.


TM: Wracając jeszcze na chwilę do bajkowych klimatów, to jak wyobrażasz sobie swoje oświadczyny?

AL: To ciekawe, bo gdy byłam młodsza to myślałam, że powinno to być takie wielkie BUM, fajerwerki na niebie, że się po prostu działo… A teraz gdy jestem starsza, to już trochę inaczej do tego podchodzę. Na pewno marzy mi się aby to była wyjątkowa chwila. Chciałabym aby to była niespodzianka, która nastąpi w chwili której absolutnie się nie spodziewam. Tak, żeby było romantycznie. Gdzieś na jakiejś plaży, może w lesie, przy pięknym zachodzie słońca. Jestem po prostu kobietą, która w głębi duszy wierzy w disneyowską miłość.


TM: Twoją pasją jest telewizja czy aktorstwo?

AL: Jestem po kursach aktorskich, które ukończyłam mieszkając w Los Angeles, ale moją pasją jest telewizja. Oczywiście doświadczenie aktorskie zdobywałam zarówno w Stanach jak i w Polsce , gdzie grałam w serialach i filmach ale prowadzenie programów jest moim powołaniem . Tak czuję, bo po prostu kocham to robić.

 

TM: Zaczynałaś od telewizji śniadaniowej, chciałabyś wrócić do tego rodzaju programu? W TVN jest chwilowo wolny wakat… [Magda Mołek, prowadząca Dzień Dobry TVN spodziewa się dziecka]

AL: Prowadzenie tego rodzaju programu jest bardzo fajne, bo poznaje się bardzo dużo ludzi, porusza się wiele różnych tematów. Jestem otwarta na taką propozycję. Praca przy Dzień Dobry Polsko bardzo dużo mi dała. Nauczyła mnie opanowywać stres związany z ogromną widownią przed telewizorem. Dała bardzo duże doświadczenie w szybkim reagowaniu w nagłych sytuacjach. Oczywiście bardzo chętnie dołączyłabym do ekipy Dzień Dobry TVN czy Dzień Dobry Wakacje ale to nie jest zależne w 100% ode mnie.


TM: Jeśli więc głównym nurtem pozostaje realizacja programów na potrzeby telewizji, to co dalej planujesz?

AL: Kończy się teraz emisja pierwszego sezonu „Zaskocz mnie!”. Można powiedzieć, że „zaskoczył” i ma na tyle dobrą oglądalność, że już wiadomo, że będziemy kręcić kolejne dwa sezony. Były pewne obawy, że pierwszy naturalnie nie będzie jeszcze zbyt popularny ale stało się inaczej. Pierwsze odcinki były hitem w TVN Style. Jestem wniebowzięta, bo okazało się, że to się ludziom naprawdę podoba!


TM: A nowe projekty?

AL: Na chwilę obecną najważniejsza jest dalsza realizacja „Zaskocz mnie!”. Mam jeszcze w głowie indywidualne projekty. Jednym z nich są rozmowy ale nie na antenie ogólnodostępnej telewizji. Chcę się bardziej rozwijać w mediach społecznościowych. Telewizja internetowa, inspirują mnie rozmowy z ludźmi. Trochę tego co prawda już jest. Świetny jest w tym Łukasz Jakóbiak i jego 20m2, który na swoim kanale przeprowadza wywiady z ciekawymi osobowościami ale wierzę, że jest jeszcze miejsce i dla mnie. Moim wzorem jest Ophra Winfrey, która rozmawia z tzw normalnymi ludźmi i z takimi też będę chciała rozmawiać. Oczywiście nie będę unikać znanych, publicznych osób bo są one i ciekawe i powiedzmy szczerze, przyciągają widownię.


TM: A czy taką formą autoreklamy był udział w programie „Agent Gwiazdy”. Byłaś wcześniej już w rozpoznawalna ale raczej nie w stopniu takim jak teraz…

AL: Taka promocja mojej osoby oczywiście była ważna na antenie tak dużej stacji, jaką jest TVN ale bardziej zależało mi na sprawdzeniu siebie w zupełnie nowych warunkach. Eksperyment socjologiczny. 14 uczestników, zamkniętych w jakiś warunkach. Muszą ze sobą współpracować ale też nie mogą do końca sobie ufać. Każdy jednak finalnie myśli o wygranej. Miałam jakieś założenia, że może będę powstrzymywać emocje, trochę grać ale później stwierdziłam, że nie, że będę sobą. Bo to wygrywa.


TM: Co było najtrudniejsze?

AL: To, że nie mogłam wszystkiego obgadać na bieżąco. Jestem osobą dość gadatliwą a tu musiałam jednak kontrolować to co mówię. Tak, żeby nie obróciło się to przeciwko mnie. Czasami już wariowałam. Czułam, że muszę pogadać a tu ani nie zadzwonię do rodziny, do znajomych. Nie przegadam problemu z innym uczestnikiem Agenta , bo wiadomo, że może to pójść dalej… Najważniejsze jednak co wyniosłam z programu to poznanie fantastycznej grupy ludzi.


TM: Przyjaźnie z Agenta pozostają?

AL: Najlepszym przykładem są moje niedawne urodziny. Wróciłam wieczorem do domu a tu nagle dzwonek do drzwi. Okazało się, że to Maja Włoszczowska [także uczestniczka show „Agent Gwiazdy”] z sushi w ręku. Jest niesamowita! Tego dnia przejechała 105 km we Włoszech, zajęła drugie miejsce w wyścigu kolarskim i ona, o 21 wieczorem pojawia się u mnie z bukietem kwiatów i jedzeniem! Nie musiała tego robić. Po wysiłku sportowym, po powrocie do Warszawy z przesiadkami można teoretycznie myśleć tylko aby jak najszybciej znaleźć się w domu ale nie ona. To było tak miłe, z czystego serca i sympatii. To jest wyjątkowa dziewczyna.


TM: Agent Cię zaskoczył?

AL: Tak i to bardzo. Dla nas też było trudne typowanie Agenta. Gdy siadaliśmy wieczorem i zastanawialiśmy się kto nim może być, to na każdą osobę można było coś znaleźć co wskazywałoby na nią. Nie było łatwo. Widzowie widzą tylko 10% tej gry, która się toczy na miejscu. Zdecydowanie dużo się działo poza kamerą.


TM: Zdecydowałabyś się na kolejny program tego typu, np. Azja Express?

AL: Myślę, że tak bo to jest ogromna przygoda. Chociaż jeśli chodzi o Azję, to miałabym pewne obawy. Z tego co słyszałam, to jest dość trudny program jeśli chodzi o wytrzymałość fizyczną. W Agencie mieliśmy zapewniony hotel, jedzenie a tam trzeba samemu to ogarnąć. A to się wiąże z moją pewną wadą. Gdy jestem głodna, to się robię zła. A w Azji z tego co słyszałam, to dość często się zdarza. Tam autentycznie uczestnicy bywają głodni. Niezależnie, uważam, że tego rodzaju programy to jest przede wszystkim przygoda życia.


TM: Na co przeznaczysz pieniądze zarobione w Agencie?

AL: Zdecydowanie jako inwestycję w siebie. Już od pewnego czasu chodzę na różne rozwoje osobisty, coachingi. Podobnie jak moje plany na rozwój zawodowy. To wszystko kosztuje. Dzięki Agentowi mogę sobie spokojnie teraz na to pozwolić. Tym bardziej, że jak je inwestuję – w tym wypadku w siebie – to liczę na to, że zwrócą się z mojej przyszłej pracy. Nie jestem typem, który zbiera na czarną godzinę. Jestem typem, który lubi wydawać. Na siebie, na podróże, na jedzenie. Lubię jak pieniądz krąży.


TM: Inwestycja w siebie – godna pochwały ale nie uwierzę, że jako kobieta nie sprawiłaś sobie z Agenta żadnej przyjemności?

AL: No coś tam musiałam kupić… Na Bali kupiłam bluzkę. Była dość droga, nie znanej u nas projektantki. Bardzo mi się spodobała a w momencie, gdy już odpadłam to stwierdziłam, że mogę już nieco zaszaleć. Podobnie, zostałam nieco dłużej na Bali. Oczywiście za prywatne pieniądze. Wykupiłam pokój w hotelu. Chciałam odpocząć po zmaganiach i trochę jeszcze pozwiedzać.


TM: Jak już jesteśmy przy zakupach, jaki był Twój dotychczasowy najdroższy zakup?

AL: To chyba moja ukochana, klasyczna torebka Chanel. Można ją nosić do wszystkiego i zawsze wygląda świetnie. Dzisiaj, na spotkanie przyjechałam rowerem i do takiego zwykłego, miejsko – sportowego stroju też jest rewelacyjna. Elegancko też pasuje. Kupiłam ją sobie na 30 urodziny i to jest moja ukochana torebka. Poza tym marzy mi się, że kiedyś przekażę ją mojej córce…


TM: Wspomniałaś też wcześniej, że poza jedzeniem lubisz podróże. Gdzie, po egzotycznym Bali, chciałabyś się znaleźć?

AL: Myślę o Nowej Zelandii i Alasce. Alaska jest co prawda raczej chłodnym miejscem, a ja jestem ciepłolubna, ale ostatnio oglądam sporo programów o miejscach, które mogą zniknąć z mapy świata poprzez postępujące ocieplenie klimatu. I to jest właśnie jedno z tych miejsc. Dlatego zanim będzie wspomnieniem, chciałabym je zobaczyć. Te plany muszą jeszcze trochę poczekać. Jedyny pewniak to moja wyprawa do Kalifornii. To już teraz. Jest to mój prezent urodzinowy. A potem praca na planie „Zaskocz mnie”, więc dalekie podróże, na które trzeba poświęcić więcej czasu muszą trochę poczekać. Całe wakacje będą więc zajęte. Czasu na dłuższy urlop już nie wystarczy


TM: Pozostają krótkie wypady w Polskę. Jaki region najbardziej lubisz?

AL: Ostatnio zakochałam się w Mazurach. Wcześniej zawsze jeździłam nad morze i jeziora nie występowały na mojej mapie. A teraz, dzięki Karolinie [Ferenstein-Kraśko przyp. red.] odkryłam takie fajne Mazury. Byłam u niej, w Gałkowie w lutym na prawdziwym kuligu. To było niesamowite przeżycie. Zima, konie, pochodnie… Tak nas tam ugościła, że powiedziałam, że nas już się nie pozbędzie. Bardzo polubiłam te tereny, są niesamowicie bajkowe.

 

Dziękuję za rozmowę

 

Z Tomaszem Barańskim na planie
Z Tomaszem Barańskim na planie "Zaskocz mnie", mat. TVN
Z 
Z "Peją" Agent Gwiazdy, mat. TVN
Z Mają Włoszczowską Agent Gwiazdy, mat. TVN
Z Mają Włoszczowską Agent Gwiazdy, mat. TVN
Na dobre i na złe, mat.pras.
Na dobre i na złe, mat.pras.
Podróż do Kaliforni, instagram Anna Lucińska
Podróż do Kaliforni, instagram Anna Lucińska
Lubię jeść, instagram Anna Lucińska
Lubię jeść, instagram Anna Lucińska
Agent Gwiazdy, mat. TVN
Agent Gwiazdy, mat. TVN
Mat. TVN
Mat. TVN
Pojedynek na modę, mat. TVN
Pojedynek na modę, mat. TVN


KEYWORDS
plotki gwiazdy zdjęcia anna lucińska

KOMENTARZE




WYŚLIJ

szukaj

GO!

Newsletter

GO!
-->